„W dzień blisko najdłuższego dnia w roku trzeba to spróbować”. To było pierwsze założenie dotyczące zorganizowania i podjęcia próby zmierzenia się z ajronmenowym dystansem. Trochę czasu mi z tym wyzwaniem zejdzie, a że nie lubię biegać po nocy (no chyba że do monopolowego z powodu nieprzewidzianego deficytu trunkowego) to dzień na tyle musi być długi aby przepłynąć 4 km przejechać na rowerze 180 km i przebiec 42 km i by stykło przed stykiem słońca z horyzontem. Garść informacji o trasie jaką przygotowałem na tą mordęgę. Zaczynam od pływania. Dwa kilometry w stronę wschodzącego słońca, mijając po około kilometrze przystań. Następnie prosto na Zamek w Czorsztynie, aby po osiągnięciu półmetka zawrócić i powrót tą samą linią. To tyle w teorii. W praktyce różnie bywa. Z doświadczenia wiem, że jeżeli będzie mgła, boczny wiatr czy niesprzyjające fale to będzie to przypominało ślad węża, a nie linia jak gitarowa struna 😉 Tak czy owak ilość skraulowanych metrów musi się zgadzać....
Kilka lat temu była próba duathlonu na dystansie RUN10-BIKE60-RUN30. Jak po pierwszym biegu byłem całkiem hepi z tempa i zachowanej świeżości, tak na pętli rowerowej wiatr wyciął mnie do zera i na kolejny bieg z pustym power bankiem nie było sensu już wdawać się w potyczkę z czasem 👹 Później jakoś nie miałem ochoty na powtórzenie tego i wyzwanie upadło. W tym (2026)roku, po zimowych przygotowaniach do letniego Devil's six-six-six challenge na pare tygodni wcześniej zaplanowany był triathlon - Czorsztynman'26 ale, że temperatura nie zachęcała by wchodzić do wody, to alternatywnie wymienię TRI na DU. Żeby jednak nie było za łatwo, ten duathlon miał być na długim dystansie. A dokładniej to 10 km biegu, rowerowo 150 i na koniec 30 znowu biegu. No i chyba wspomniany wyżej devil rozdaje karty bo się sprawa rypła. Nieodpowiednia strategia, problemy nawigacyjne i spadek motywacji kazał mi po pierwszym biegu i kilkudziesięciu kilometrów rowerowych powiedzieć sobie...